sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 25


Rozdział 25

   Jak miałam przypomnieć sobie osobę Harry'ego skoro nie umiałam rozwiązać głupiej krzyżówki? Zezłoszczona rzuciłam gazetą przed siebie. Byłam wściekła, ale nie tylko na siebie, gdyż lekarze uważali, że nie było potrzeby, aby na siłę przypominać mi zdarzenia, które wydarzyły się przed zabiegiem. Jednak ja dalej próbowałam wyciągnąć jakąś informację od każdej osoby, która zawitała w mojej sali. Niektóre próby kończyły się porażką, a jeszcze inne wręcz przeciwnie. Dowiedziałam się, że cały lipiec i sierpień spędziłam we Włoszech u mojej siostry Amelii, gdyż uciekłam przed Styles'em i próbowałam zerwać relację, która polegała tylko i wyłącznie na przyjemności. Podobno kiedy wróciłam Harry próbował naprawić swoje złe zachowanie. Nie powiem zszokowałam się słysząc to wszystko. Jednakże największy szok przeżyłam kiedy dowiedziałam się od Kathy, że miesiąc temu ja i lokowaty byliśmy jak para. Nie wiem jak długo blondynka nabijała się ze mnie gdy siedziałam przed nią z otwartą buzią. Kiedy się zorientowałam w jakiej pozycji zastygłam Kathy była cała czerwona ze śmiechu. Szybko ogarnęłam się i zamknęłam usta. Zaśmiałam się sama z siebie próbując wyobrazić sobie tą sytuację. Szybko jednak opuścił mnie dobry humor, gdyż przez drzwi od sali wyłoniła się twarz Trevora. No tak powrót do domu. Nie miałam pojęcia czego miałam się spodziewać po wyjściu ze szpitala. Z zamyślenia wyrwał mnie chłopak, który przywitał się ze mną całusem w policzek i wziął moje walizki w celu zaniesienia ich do samochodu. Zeszłam z łóżka i podążyłam za nim po drodze zahaczając o recepcję w celu podpisania wypisu ze szpitala. Weszłam do windy, w której panowała cisza, pomimo której nie czułam się niezręcznie tak jak w przypadku Harry'ego. Wiedziałam, że Trevor jest jedną z bliższych mi osób. W jego obecności nie czułam skrępowania ani żadnych innych negatywnych emocji. Z braku jakiegokolwiek zajęcia gapiłam się na tablicę, która wyświetlała numery pięter. Obiekt mojego dotychczasowego zainteresowania wyświetlił cyfrę 0, co oznaczało opuszczenie dźwigu. Idąc za Trevorem obserwowałam swoje stopy i myślałam o niebieskich migdałach przez co wpadłam na niego. Gdy się odwrócił posłałam mu nikły uśmiech i wsiadłam do auta. Zamknąwszy za mną drzwi obszedł pojazd uprzednio wrzucając moje walizki do bagażnika. Kiedy usłyszałam dźwięk odpalanego silnika, odetchnęłam z ulgą. W końcu opuszczałam to miejsce, przez które tyle straciłam. Spojrzałam na siedzenie obok mnie. Mój menadżer pomimo tak krótkiego odstępu czasowego, od którego ostatni raz go widziałam nabawił się kilku małych zmarszczek. Czyżby były one wywołane przez moją sytuację?
- Co mam coś na twarzy, że tak się gapisz?-spytał rozbawiony. Nie powiem miło było widzieć na jego twarzy uśmiech.
- Tak zmarszczki- zachichotałam.
- Nie śmiej się tak, Ciebie prędzej czy później tez dotknie starość.
- Wolę tą drugą opcję, A tak w ogóle gdzie jedziemy?
- Na Adelaide, do twojego domu.
- Kurczę ja jeszcze muszę go do końca urządzić- zmartwiłam się.
- Spokojnie. Nie martw się tym- dalej nie słuchałam słów, które wypowiadał, ponieważ skręciliśmy w charakterystyczną uliczkę. Strasznie ucieszyłam się, że wróciłam do domu. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk klaksonu. Spojrzałam podejrzliwie na chłopaka, za kierownicą. Co on odwzajemnił uśmiechem. Gdy zaparkował przed moim domem szybko wybiegłam z samochodu. Dopiero przed
drzwiami mieszkania uświadomiłam sobie, że nie miałam kluczy. Trevor idąc w moim kierunku wyszczerzył zęby i otworzywszy kluczami drzwi powiedział:
- Witamy w domu
- Witamy?- spytałam zdziwiona, ale nie usłyszałam od niego odpowiedzi, ponieważ zakłóciły ją głośne krzyki. Odwróciwszy się ujrzałam sporą grupę ludzi, która niespodziewanie rzuciła się na mnie i zaczęła mocno ściskać. Wśród tłumu mignęła mi twarz Liam'a i Sophii. Później dostrzegłam również Niall'a czy Kathy. Gdy tłum nieco się rozszedł w rytm muzyki, szybko zmroziłam wzrokiem Trevor'a, jednak potem przytuliłam go w geście podziękowania. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić więc podeszłam do Liam'a i reszty moich przyjaciół i zaczęłam ich wyściskiwać. Po kolei Liam'a, Sophię, Zayn'a. Kubę i Mattiego, Niall'a, który przedstawił mi swojego kumpla Alex'a. Skądś kojarzyłam jego twarz, ale wzięta w ramiona Louis'a szybko odpuściłam sobie zakrzątanie głowy chłopakiem o długich włosach. Później straciłam kontrolę i trafiałam w ramiona wszystkich osób znajdujących się w moim domu. Bardzo cieszyłam się z obecności Eleanor, a nawet Maddie. Ostatnią osobą, którą przytulałam był Nick, przynajmniej myślałam tak, dopóki nie trafiłam w ramiona Harry'ego. Zdziwiłam się jego obecnością i po oddaniu uścisku szybko wyślizgnęłam się na werandę. Usiadłam na schodach i nerwowo zaczęłam przeszukiwać kieszenie w moich spodniach i ramonesce. Znalazłam paczkę, w której znajdował się ostatni papieros. Zadowolona z tego faktu próbowałam znaleźć zapalniczkę, której ostatecznie się nie doszukałam. Zdenerwowana tupnęłam nogą i schowałam głowę w nogach. Gdy uspokoiłam się trochę wstałam z zimnej posadzki. Jeszcze raz postanowiłam poszukać jakiegoś źródła ognia. Mając papierosa w ustach odwróciłam się, a przede mną ni stąd ni zowąd znalazł się Axl z zapalniczką w ręku. Skinięciem głowy podziękowałam mu i odpaliłam fajkę,
- Jak zawsze nie masz ognia- zaśmiał się i sam odpalił swojego szluga. Dopiero wtedy przypomniało mi się, że to on użyczył mi zapałek, gdy próbowałam uspokoić się po bójce Harry'ego. Zaraz, co? Znieruchomiałam z wrażenia. Czyżbym właśnie sobie coś przypomniała?!

___________________________________________________________________
I oto jestem! Wątpię żeby ktokolwiek tu już zaglądał, ale napisałam.
Co tam u Was?
Bo u mnie nawet ok.
Jeśli jesteś osobą, która tu jeszcze wchodzi to proszę zostaw po sobie jakiś ślad ;)
Z góry dziękuję! <3